16 lipca 2026 roku w Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury w Bydgoszczy odebrałam stypendium Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na realizację mojego autorskiego albumu „Nowe życie”. To już drugi raz, kiedy Zarząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego obdarzył mnie tym zaufaniem. W 2025 roku otrzymałam stypendium na papierowe wydanie mojej autorskiej powieści „Ktoś (trudno zobaczyć, kto) na białym jednorożcu”.
To dla mnie ogromna radość i ważny krok na drodze do wydania pierwszej w pełni autorskiej płyty. Jednak kiedy dziś wracam myślami do tamtego poranku, najmocniej pamiętam nie sam moment odebrania dyplomu.
Pamiętam występ.
Bo tego dnia wydarzyło się coś znacznie ważniejszego niż kolejny koncert.
Jednocześnie się bałam i bardzo tego chciałam
Jeszcze zanim otrzymałam wiadomość od organizatorów z propozycją dwudziestominutowego recitalu podczas gali, przemknęła mi przez głowę myśl, że być może zostanę o to poproszona. Dwa lata wcześniej, podczas gali wręczenia stypendiów Miasta Torunia, również byłam stypendystką, która uświetniła wydarzenie swoim występem. Pomyślałam więc: a może tym razem też?
Jednocześnie bardzo tego pragnęłam… i bardzo się tego bałam.
Kiedy przyszło zaproszenie, odpowiedziałam od razu: tak.
Nie dlatego, że czułam się gotowa.
Właśnie dlatego, że nie czułam.
Od pewnego czasu coraz mocniej odkrywam, że moją drogą jako artystki nie jest czekanie na idealny moment. Chcę wychodzić do ludzi również wtedy, gdy utwory są jeszcze w procesie, gdy wykonanie nie jest perfekcyjne, gdy sama widzę wszystkie swoje niedoskonałości.
Coraz częściej myślę, że być może właśnie to jest moja medycyna dla świata. Żyjemy w kulturze, która każe pokazywać wyłącznie efekt końcowy. A przecież życie toczy się przede wszystkim pomiędzy pierwszym pomysłem a gotowym dziełem.
Cztery piosenki. Dwie gotowe i dwie jeszcze w drodze
Podczas recitalu wykonałam cztery autorskie utwory.
„Miasto w kosmosie” oraz „Mój terapeuta” zabrzmiały z pełnymi podkładami studyjnymi. To moje wydane już single.
Natomiast „Perfekcjonizmowi – Nie!” oraz „Rano na wschód” zagrałam sama przy pianinie. To wciąż utwory będące w procesie. Nie próbowałam tego ukrywać. Wręcz przeciwnie. Powiedziałam publiczności:
„Wiem, że tak się nie robi. Nie występuje się ze szkicami. I właśnie dlatego, że tak się nie robi, zrobię to. Bo chcę robić rzeczy nowe.”
To zdanie bardzo dobrze opisuje miejsce, w którym dziś jestem jako artystka. Nie chcę pokazywać wyłącznie efektu końcowego. Chcę zapraszać ludzi również do procesu twórczego – z jego niepewnością, poszukiwaniem i odwagą.
Performance, który czekał na swoją chwilę
Podczas wykonywania piosenki „Perfekcjonizmowi – Nie!” zrealizowałam performance, który od dawna istniał tylko w mojej wyobraźni.
Na początku utworu wyjęłam czerwoną szminkę i spokojnie pomalowałam nią usta. Pod koniec piosenki, tuż przed ostatnim powtórzeniem słów „Perfekcjonizmowi nie”, rozmazałam ją palcami po całej twarzy.
To był symbol.
Zgoda na niedoskonałość.
Odejście od wizerunku, który zawsze musi być estetyczny i kontrolowany.
Przypomnienie, że prawda bywa ważniejsza od perfekcji.
Najbardziej stresowali mnie… muzycy
Największy stres wywoływała we mnie świadomość, że na widowni siedzą również inni stypendyści – znakomici muzycy, w większości absolwenci akademii muzycznych.
Ja ukończyłam jedynie szkołę muzyczną I stopnia. Wiem, że mój warsztat instrumentalny i wokalny nie jest idealny.
Ale tego dnia postanowiłam nie rywalizować perfekcją. Chciałam wyjść na scenę z tym, co naprawdę mam do zaoferowania.
Z energią.
Z emocjami.
Z historią.
Z autentycznością.
Fot. Małgorzata Mazur
I czułam, że właśnie to zostało przyjęte najcieplej.
Toruński wiersz ku chwale Bydgoszczy
Przed recitalem przeczytałam również swój „Toruński wiersz ku chwale Bydgoszczy”.
Fot. Szymon Grosskreutz
Powiedziałam publiczności, że choć nieraz słyszałam o rywalizacji między Toruniem a Bydgoszczą, ja po prostu lubię i szanuję oba miasta. Dla mnie podróż z Torunia do Bydgoszczy przypomina przejście na sąsiednie podwórko.
Dodałam również, że pochodzę z Mariupola, gdzie przez lata podobną rolę wobec naszego miasta pełnił Donieck – administracyjne centrum regionu. Rywalizacja o pierwszeństwo nie jest więc dla mnie niczym nowym.
Może właśnie dlatego łatwiej dostrzegam to, co łączy, niż to, co dzieli.
Chwila, której się nie spodziewałam
Po zakończeniu recitalu wydarzyło się coś całkowicie nieplanowanego.
Wicemarszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Zbigniew Ostrowski, ponownie wyszedł na scenę i – już poza oficjalnym scenariuszem gali – nawiązał do mojego występu. Mówił o otwartości wobec osób, które urodziły się w innych krajach, a dziś mieszkają w Polsce i współtworzą jej kulturę.

Fot. Przemysław Zelek
To było dla mnie bardzo poruszające. Zwłaszcza że wśród tegorocznych stypendystów znalazła się również artystka o indyjskich korzeniach.
Róża od przyjaciół
Jeszcze przed występem spotkała mnie drobna, ale bardzo wzruszająca chwila. Na galę przyszli moi bydgoscy przyjaciele, których poznałam dzięki wspólnej pasji do twórczości Wiktora Coja. Przynieśli mi różę. Niby drobiazg. A jednak dzięki niemu na scenę wyszłam już z poczuciem, że nie jestem tam sama.
Fot. Przemysław Zelek
„Nowe życie”
Otrzymane stypendium pozwoli mi zrealizować kolejne nagrania mojego autorskiego albumu „Nowe życie”, którego premiera planowana jest na przełom 2026 i 2027 roku. Jestem wdzięczna Zarządowi Województwa Kujawsko-Pomorskiego za zaufanie i wsparcie tego projektu.
Ale kiedy dziś myślę o tamtej uroczystości, najbardziej pamiętam moment, w którym pozwoliłam sobie wyjść na scenę z utworami, które nie były jeszcze gotowe. Zagrałam je właśnie dlatego.
Bo chcę tworzyć sztukę, która nie udaje doskonałości.
Chcę pokazywać nie tylko efekt, ale także drogę.
Być może właśnie w tym jest moje Nowe życie.
Poniżej znajdziecie fotorelację z gali. Dziękuję wszystkim fotografom za uchwycenie tych chwil oraz wszystkim osobom, które były wtedy ze mną – na scenie, na widowni i w sercu.
