Czasami jedno drobne nieporozumienie potrafi otworzyć zupełnie nową perspektywę.
Kiedy przyjechałam do Olsztyna na warsztat, byłam przekonana, że poprowadzę „Głos Przyszłości”. Tak bardzo byłam zanurzona w tym kierunku myślenia, w pracy z koncepcją future self i w moim własnym procesie rozwojowym w mentoringu, że nawet nie zauważyłam, że oficjalna nazwa wydarzenia brzmi inaczej.
Organizatorzy zapowiadali warsztat jako „Głos teraźniejszości”. Ja natomiast do samego końca byłam przekonana, że chodzi o przyszłość.
Kiedy zorientowałam się, że mamy dwa różne spojrzenia, powiedziałam o tym uczestnikom i uczestniczkom już na początku spotkania. I pomyślałam wtedy: właściwie… może właśnie tak miało być?
Bo przecież przyszłość nie istnieje bez teraźniejszości. To właśnie z tego miejsca, w którym jesteśmy teraz, możemy zobaczyć kierunek, w którym chcemy podążać. Możemy zajrzeć do swojego przyszłego „ja”, usłyszeć jego głos i sprawdzić, jakie pragnienia, wartości i potrzeby są dla nas naprawdę ważne.
Jednocześnie teraźniejszość potrzebuje przyszłości — potrzebuje wizji, która wykracza poza to, co już znamy. Bez niej łatwo stać się jedynie kontynuacją przeszłości: powtarzać dawne wybory, historie i schematy. To właśnie spojrzenie w przyszłość daje nam możliwość stworzenia czegoś, czego jeszcze nie było. Pozwala zapytać: kim chcę się stać, jaki świat chcę współtworzyć i jaki mały krok mogę zrobić już dziś, żeby się do niego zbliżyć.
Bo przyszłość zaczyna się nie jutro. Zaczyna się w sposobie, w jaki patrzymy na teraźniejszość.
I tak właśnie rozpoczęliśmy naszą wspólną podróż.

Na warsztat przyszło 9 osób. Każda i każdy z własną historią, doświadczeniami, pytaniami i potrzebą zatrzymania się na chwilę w codziennym pędzie.
Pracowaliśmy z głosem, wyobraźnią i wewnętrznym obrazem tego, co chcemy zaprosić do swojego życia. Był czas na refleksję, na kontakt ze sobą, na słuchanie tego, co pojawia się głębiej niż codzienne zadania i obowiązki.
Najbardziej poruszyło mnie to, co wydarzyło się na końcu.
Zaprosiłam uczestników i uczestniczki do podzielenia się swoimi doświadczeniami. Nie każdy i nie każda mieli gotowość, żeby mówić na forum — i to również było w pełni w porządku. Dwie osoby podzieliły się ze mną swoimi przeżyciami indywidualnie, już po zakończeniu spotkania.
A jednak z tego, co zostało wypowiedziane, wyłoniło się coś niezwykle pięknego.
Moim największym i bardzo miłym zaskoczeniem było odkrycie, jak bardzo podobne są nasze najgłębsze pragnienia.
Niezależnie od tego, kim jesteśmy i z jakiego miejsca przychodzimy, gdzieś pod spodem często tęsknimy za tym samym: za jednością, braterstwem, zaufaniem, wspólnotą, poczuciem połączenia z czymś większym od nas.
Za absolutem.
Za światem, w którym można naprawdę spotkać drugiego człowieka.
U mnie pojawiło się jeszcze jedno zdanie, które towarzyszy mi od jakiegoś czasu:
„Poczucie Raju na Ziemi teraz.”
Nie kiedyś. Nie po spełnieniu wszystkich warunków. Nie dopiero wtedy, gdy wszystko będzie idealne.
Teraz.
Może właśnie na tym polega słuchanie swojego przyszłego „ja” — nie na uciekaniu od teraźniejszości, ale na odkrywaniu, co już dziś możemy zacząć wnosić do świata, którego pragniemy.

Dziękuję wszystkim osobom, które przyszły na ten warsztat, za zaufanie, otwartość i gotowość do spotkania ze sobą.
Dziękuję także Miejskiemu Ośrodkowi Kultury w Olsztynie za zaproszenie i stworzenie przestrzeni, w której takie spotkanie mogło się wydarzyć.
A ja zostaję z refleksją, że czasami nawet pomyłka w nazwie warsztatu może okazać się wskazówką.
Bo myślę, że przyszłość naprawdę zaczyna się właśnie tutaj.
W teraźniejszości.
