You are currently viewing Dwie gitary, dworzec i Wiktor Coj. Tak wyglądało nasze spotkanie w Toruniu

Dwie gitary, dworzec i Wiktor Coj. Tak wyglądało nasze spotkanie w Toruniu

21 czerwca po raz kolejny spotkaliśmy się w Toruniu, aby wspólnie świętować twórczość Wiktora Coja i legendarnej grupy Kino. Kilka tygodni wcześniej zaprosiłam wszystkich do udziału w wydarzeniu przy pierwszym w Polsce muralu poświęconym Cojowi. Plan był prosty: spotkanie pod muralem, wspólny spacer do Parku Tysiąclecia, a potem granie i śpiewanie aż do wieczora.

Jak to zwykle bywa z wydarzeniami na żywo – część planu udało się zrealizować dokładnie tak, jak zamierzaliśmy. A część napisała sama pogoda.

Cztery kraje, wiele miast i jedna muzyka

O godzinie 16 spotkaliśmy się przy muralu Wiktora Coja, znajdującym się w patio Planety Lewobrzeże. Przez pierwszą godzinę rozmawialiśmy przy stolikach, poznawaliśmy się i cieszyliśmy, że po raz kolejny udało się zgromadzić ludzi, których połączyła muzyka.

Tym razem było nas dwadzieścia osób z czterech krajów: Polski, Ukrainy, Białorusi i Rosji.

Do Torunia przyjechaliśmy z wielu miast, między innymi z Wrocławia, Warszawy, Krakowa, Lublina, Opola, Bydgoszczy, Gdańska i oczywiście samego Torunia. To chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy w tych spotkaniach – świadomość, że dla kilku godzin wspólnego śpiewania ludzie są gotowi przejechać setki kilometrów.

Dwie gitary, patyki i słownik języka rosyjskiego

O 17:00 zgodnie z planem wyruszyliśmy do Parku Tysiąclecia.

Szybko znaleźliśmy idealną polanę z ławkami. Część osób usiadła na nich, część rozłożyła koce, inni po prostu usiedli na trawie. Powstała mała, zupełnie nieformalna przestrzeń, w której najważniejsza była muzyka.

Mieliśmy dwie gitary i kilka instrumentów perkusyjnych. A kiedy ich zabrakło, zaczęła działać wyobraźnia. Instrumentami stały się patyki znalezione na ziemi, pudełko po witaminach, a nawet… słownik języka rosyjskiego (w końcu jestem też tłumaczką języka rosyjskiego).

Śpiewaliśmy piosenki Wiktora Coja zarówno po rosyjsku, jak i po polsku. Przed wydarzeniem udostępniłam wszystkim bezpłatny śpiewnik oparty na moich autorskich tłumaczeniach z albumu Coj po polsku, dzięki czemu również osoby nieznające rosyjskiego mogły włączyć się do wspólnego śpiewania. Można go pobrać, zapisując się do newslettera na dole strony głównej.

Pomiędzy kolejnymi utworami po prostu rozmawialiśmy. O muzyce, życiu, podróżach i wszystkim tym, o czym rozmawia się z ludźmi, których chwilę wcześniej jeszcze się nie znało, a po godzinie ma się wrażenie, jakby byli znajomymi od lat.

Burza zmieniła nasze plany

Od rana prognozy zapowiadały burzę. Dzień był bardzo gorący, a z każdą kolejną piosenką wiatr stawał się coraz silniejszy.

W końcu usłyszeliśmy pierwsze grzmoty.

Zanim zdążył nas zmoczyć deszcz, zdecydowaliśmy się przenieść na Dworzec PKP Toruń Główny. I właśnie tam wydarzyła się jedna z tych rzeczy, których nie da się zaplanować.

Muzyczne pożegnanie na peronie

Na dworcu spędziliśmy kolejną godzinę. Część uczestników musiała wracać do swoich miast – między innymi do Bydgoszczy i Opola – więc odprowadziliśmy ich na perony.

I nagle okazało się, że peron jest doskonałym miejscem na jeszcze kilka piosenek.

To wałęsanie się po dworcu miało w sobie coś niezwykle „cojowego”. Kojarzyło nam się z klimatem wielu utworów Kino – z podróżą, drogą, odjazdami i powrotami.

Dlatego właśnie tam, pomiędzy stukotem wagonów i odgłosami odjeżdżających pociągów, zaśpiewaliśmy Czerwono-żółte dni oraz Stukot.

Trudno byłoby wymyślić dla tych piosenek bardziej naturalną scenografię.

A potem każdy poszedł swoją drogą

Ja musiałam wrócić do domu – czekały na mnie sprawy rodzinne.

Pozostali uczestnicy, poza osobami odjeżdżającymi pociągami, przenieśli się jeszcze na toruńską starówkę. Wieczór zakończyli w klubach i pubach, kontynuując rozmowy i integrację w międzynarodowym gronie fanów Wiktora Coja.

Bo właśnie o to w tych spotkaniach chodzi.

Nie o koncert.

Nie o wielką scenę.

Nie o oficjalny program.

Tylko o ludzi, których połączyła muzyka.

Dla mnie największą wartością tych spotkań jest to, że muzyka Wiktora Coja od lat łączy ludzi ponad granicami. 21 czerwca na jednej polanie siedzieli obok siebie Polacy, Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie. Śpiewaliśmy te same piosenki, śmialiśmy się z tych samych żartów i przez kilka godzin po prostu byliśmy razem. Myślę, że właśnie o takie spotkania warto dbać.

Obejrzyj transmisję z wydarzenia

Jeśli nie udało Ci się dotrzeć do Torunia albo po prostu chcesz poczuć atmosferę naszego spotkania, udostępniłam już publicznie transmisję na żywo z parkowej części wydarzenia. 

Znajdziesz ją poniżej.

Do zobaczenia podczas kolejnego spotkania.