You are currently viewing Kim był Wiktor Coj? Historia legendy radzieckiego rocka, która porwała miliony
„Coj żyje” — portrety Wiktora Coja w koncertowej scenerii. Fot. Maciej Klimek

Kim był Wiktor Coj? Historia legendy radzieckiego rocka, która porwała miliony

Wiktor Coj (Viktor Tsoi, Виктор Цой; 1962–1990) był wokalistą, autorem piosenek i współtwórcą zespołu Kino — jednego z najważniejszych zespołów radzieckiego rocka. Jego piosenki towarzyszyły pokoleniu pierestrojki, a dziś odkrywają je ludzie, którzy urodzili się długo po jego śmierci. Ja poznałam je jako dziewczynka w Mariupolu; wiele lat później zaczęłam tłumaczyć je i śpiewać po polsku.

Kim naprawdę był Wiktor Coj? Podejrzewam, że tego nie wie nikt poza Bogiem, który go stworzył. W najlepszym wypadku sam Coj mógł się czegoś domyślać. Znamy jednak fakty z jego życia, mamy nagrania i piosenki. Możemy słuchać, przyglądać się i próbować zrozumieć. Chciałabym opowiedzieć o nim właśnie w ten sposób: przez jego historię i moje własne spotkania z jego muzyką.

Wiktor Coj w skrócie

FaktInformacja
Urodzeniecze 21, 1962, Leningrad, dzisiejszy Petersburg
PochodzenieOjciec Robert — Koreańczyk ze społeczności radzieckich Koreańczyków; matka Walentina — Rosjanka
TwórczośćPiosenki, muzyka, sztuki plastyczne, aktorstwo
ZespółKino, którego historia zaczyna się w 1981 roku
Aktywność muzycznaOd końca lat 70. do 1990 roku
Najbardziej znane albumy„Grupa krwi”, „Gwiazda o imieniu Słońce”, „Czarny album”
Śmierćsie 15, 1990, wypadek samochodowy na Łotwie; miał 28 lat

Wiktor Coj i Viktor Tsoi to ta sama osoba. Drugi zapis spotkamy najczęściej w materiałach anglojęzycznych. Nazwisko zapisane cyrylicą brzmi Цой, a nazwa zespołu — Кино.

Dzieciństwo i młodość w Leningradzie

Coj dorastał w Leningradzie. Uczył się rysunku, uczęszczał do szkoły artystycznej, a później zdobywał zawód rzeźbiarza w drewnie. Muzyka rozwijała się obok jego zainteresowań plastycznych. Zanim stał się rozpoznawalnym wokalistą, grał w młodzieżowych zespołach.

Pracował również jako palacz w kotłowni znanej jako „Kamczatka”. To miejsce stało się częścią historii leningradzkiego rocka, a z czasem miejscem pamięci o nim. Trudno dziś oddzielić zwykłą biografię młodego człowieka, który musiał zarabiać na życie, od legendy narosłej wokół tych lat.

Dla mnie najciekawsze jest połączenie prostoty i głębi. Gdy słucham jego wypowiedzi, nie słyszę człowieka próbującego zaimponować zawiłym językiem. Podobnie działają piosenki: słowa wydają się proste, a jednak można długo odkrywać kolejne warstwy ich znaczenia.

Jako tłumaczka uważam, że w jego poezji szczególnie ważne są symbole. Noc, słońce, droga, dom — znamy te obrazy, ale w każdej piosence układają się inaczej. Nie trzeba znać wszystkich realiów Związku Radzieckiego, żeby poczuć ich siłę. Czasem potrzebna jest jednak wiedza o kulturze i języku, do czego jeszcze wrócę.

Narodziny zespołu Kino

Początki Kino sięgają 1981 roku i grupy o nazwie „Garin i giperboloidy”, tworzonej przez Coja, Aleksieja Rybina i Olega Walinskiego. Nazwa Kino pojawiła się później. Ważnym środowiskiem rozwoju zespołu był Leningradzki Rock Klub, a przy pierwszym albumie „45” pomagał Boris Griebienszczikow z Akwarium.

Skład zmieniał się. W najbardziej rozpoznawalnym okresie obok Coja grali gitarzysta Jurij Kasparian, basista Igor Tichomirow i perkusista Gieorgij Gurjanow. Kino to również ich brzmienie, aranżacje i wspólna praca — warto o tym pamiętać, nawet gdy cała uwaga skupia się na liderze.

Ja pierwszy raz usłyszałam te piosenki nie z nagrania Kino. Miałam około dwunastu lat. Na szkolnej scenie w Mariupolu występowali uczniowie, a jeden z chłopaków ze starszych klas śpiewał Coja z gitarą. Zapamiętałam „Перемен!”, „Группа крови”, „Алюминиевые огурцы” i „Восьмиклассница”.

Był to dla mnie podgląd świata starszej młodzieży, prawie dorosłych ludzi. Muzyka mieszała się z pierwszymi uczuciami i fascynacją tym światem. Czułam przynależność do czegoś poruszającego, wielkiego i ważnego, chociaż nie umiałabym wtedy wyjaśnić, do czego dokładnie.

Gdy miałam około piętnastu lat, zapragnęłam sama grać na gitarze. Mama kupiła mi używany instrument, starszy ode mnie: dawniej siedmiostrunowy, przerobiony na sześciostrunowy, z krzywym gryfem. Dociskanie strun było prawdziwym wyzwaniem. Podczas ferii przez dwa dni niemal nie odrywałam się od ćwiczenia chwytu F-dur z barré.

Kolega podpowiedział, że piosenki Coja dobrze nadają się do nauki akompaniamentu. Pokazał mi „Grupę krwi”. Tak muzyka Kino weszła do moich własnych palców i głosu.

Dyskografia Kino — od „45” do „Czarnego albumu”

Żeby poznać Coja, warto posłuchać całych albumów. Usłyszymy wtedy, jak zmieniają się muzyka, nastrój i język zespołu. Oto mapa najważniejszych nagrań z jego życia:

  • „45” (1982) — debiut. Dobry początek dla osób chcących poznać wczesne Kino, bliższe codziennym obserwacjom i młodzieńczej lekkości.
  • „46” (1983) — materiał demonstracyjny, zwykle wymieniany osobno od albumów studyjnych. Pozwala usłyszeć kolejny etap pracy nad piosenkami.
  • „Начальник Камчатки” (1984) — tytuł można oddać jako „Szef Kamczatki”. Warto sięgnąć po ten materiał, jeśli znamy głównie późniejsze przeboje.
  • „Это не любовь…” (1985) — „To nie miłość…”. Kolejna odsłona zespołu, której już sam tytuł zaprasza do pytań o relacje i uczucia.
  • „Ночь” (1986) — „Noc”. Tutaj również warto słuchać całości, zamiast ograniczać się do najbardziej znanych utworów.
  • „Группа крови” (1988) — „Grupa krwi”. Dla wielu słuchaczy najważniejsze spotkanie z Kino; dla mnie również początek nauki jego muzyki na gitarze.
  • „Звезда по имени Солнце” (1989) — „Gwiazda o imieniu Słońce”. Album z jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów zespołu.
  • „Последний герой” (1989) — „Ostatni bohater”, zawierający nowe nagrania wcześniejszych piosenek. Pokazuje, że ten sam utwór może mieć więcej niż jedno muzyczne życie.
  • „Кино”, czyli „Czarny album” (1990/1991) — ukończony przez muzyków po śmierci Coja z wykorzystaniem zachowanych nagrań jego głosu. Materiał powstał w 1990 roku; oficjalna prezentacja odbyła się w styczniu 1991.

Moje świadome słuchanie albumów zaczęło się dopiero na przełomie 2011 i 2012 roku. Wcześniej przyszły mąż przyniósł mi dwa dyski z muzyką: Kino i Grażdanskiej Oborony. Polecił zacząć od Jegora Letowa, przekonany, że szybko odłożę go na bok i przejdę do Coja. Stało się odwrotnie: zakochałam się w Letowie, a na Kino przyszła kolej po sześciu latach.

Kiedy wreszcie zaczęłam słuchać uważnie, trudno mi było uwierzyć, że tak długo zwlekałam. Uczyłam się kolejnych piosenek i śpiewałam na ulicy. W pewnym momencie Coj stanowił większość mojego repertuaru.

Coj na ekranie — „Assa” i „Igła”

Kino dotarło do szerokiej publiczności także przez film. W finale „Assy” Siergieja Sołowjowa, filmu z 1987 roku, Coj wykonuje „Перемен!” — piosenkę znaną jako „Chcemy zmian”. W „Igle” Raszyda Nugmanowa z 1988 roku zagrał główną rolę, Moro.

Ekran pozwala zobaczyć coś, czego nie przekaże sama lista płyt: obecność człowieka, jego spojrzenie, sposób poruszania się i milczenia. Mnie interesują także archiwalne materiały Joanny Stingray, Amerykanki zaprzyjaźnionej z leningradzkimi muzykami.

Zapamiętałam z nich rozmowę o potrzebie bohatera, który kształtuje los na własnych zasadach. W mojej pamięci Coj przyznaje, że nie jest idealnym kandydatem, a jednak podejmuje tę rolę. Przywołuję tutaj sens, który został ze mną, nie dosłowny cytat. Ujęła mnie świadomość własnej niedoskonałości połączona z gotowością do zrobienia czegoś ważnego.

Szczyt popularności i „kinomania”

Pod koniec lat osiemdziesiątych Kino stało się zjawiskiem masowym. Sukces „Grupy krwi”, obecność w kinie i wielkie koncerty tworzyły fenomen nazywany „kinomanią”. Symbolem tej skali był koncert na moskiewskich Łużnikach w czerwcu 1990 roku.

Coj bywa nazywany głosem pokolenia. Dla mnie znaczenie tego określenia wykracza poza popularność: ktoś potrafi nazwać uczucia, które wielu ludzi nosi w sobie, ale nie umie wypowiedzieć. Jego piosenki dają mi właśnie takie doświadczenie.

Nie słucham ich jednak jak gotowego programu politycznego. Widzę w nich pytania o wolność, odpowiedzialność, strach, wybór i śmierć. Ich otwartość pozwala odnajdywać własne znaczenia. Wymaga też ostrożności, gdy ktoś próbuje przedstawić swoją interpretację jako jedyną dopuszczalną.

Tragiczna śmierć pod Tukums

Wiktor Coj zginął sie 15, 1990 w wypadku samochodowym w rejonie Tukums na Łotwie. Jego samochód zderzył się z autobusem. Według ustaleń śledztwa prawdopodobnie zasnął za kierownicą i zjechał na przeciwny pas. Miał 28 lat.

Dla fanów jego śmierć była wstrząsem. Niedokończona praca nad kolejną płytą nabrała szczególnego znaczenia: pozostali muzycy ukończyli album, zachowując nagrany wcześniej głos Coja.

Gdy słuchamy tych piosenek dzisiaj, wiemy coś, czego ich autor nie mógł wiedzieć: jak krótki okaże się jego czas. To wpływa na odbiór, ale nie oznacza, że każda wzmianka o odejściu była przepowiednią. Własne doświadczenia słuchaczy również zmieniają znaczenie słów.

„Coj żyje” — fenomen po śmierci

„Цой жив” oznacza „Coj żyje”. Napis powraca na murach, w rozmowach i podczas spotkań fanów. Jednym z najbardziej znanych miejsc pamięci jest ściana Coja przy moskiewskim Arbacie. Jego muzyka towarzyszyła także protestom na Białorusi w 2020 roku.

Mnie szczególnie poruszają spotkania kolejnych pokoleń. Na koncert w Katowicach przyszła kobieta z synem, który miał, o ile pamiętam, jedenaście lat. To on był fanem Kino i namówił mamę na przyjście. Nie mieli rodzinnych związków ze Wschodem. Piosenki dotarły do niego własną drogą.

Anastazja z Mariupola śpiewa przy mikrofonie, a za nią stoi portret Wiktora Coja.
Wiktor Coj obecny także na scenie — koncert „Coj po polsku” w krakowskim teatrze Barakah. Fot. Piotr Kubic.

Myślę czasem z humorem o pomysłach przeniesienia ludzkiej świadomości do komputera. Skoro szukamy sposobu, żeby człowiek żył dalej bez własnego ciała, to Coj już znalazł swój: żyje w nas. W naszych mózgach, neuronach, głosach i ciałach, które pamiętają jego muzykę. Oczywiście mówię o obecności artysty w ludziach, a nie o dosłownym transferze świadomości. Do tego dalszego życia wystarczają czasem gitara i ktoś, kto zaczyna śpiewać.

Najważniejsze piosenki Wiktora Coja

Nie umiałabym ułożyć obiektywnego rankingu. Wybieram więc dziesięć utworów, które pozwalają poznać różne oblicza Kino, a przy kilku zatrzymuję się dłużej, bo splotły się z moim życiem.

Słyszę tu subtelnie przekazany niepokój wojennej nocy, choć tekst nie nazywa wojny wprost. W 2014 roku, gdy mama powiedziała mi, że z rodziną zamierza opuścić niebezpieczny Mariupol, poczułam potrzebę nauczenia się tej piosenki; po oblężeniu miasta w 2022 roku i śmierci taty życzenie spokojnego snu nabrało dla mnie jeszcze innego, bolesnego znaczenia. Posłuchaj i przeczytaj mój przekład „Spokojnej nocy”.

Ta piosenka przywołuje mi męża, który podczas ciężkiej choroby marzył o podróży nad ciepłe morze i wybrał walizkę na nasz wspólny wyjazd. Kilka miesięcy później w tej walizce przewieźliśmy na Ukrainę urnę z jego prochami; dlatego obraz powrotu do domu z tarczą albo na tarczy tak głęboko mnie porusza — podczas domowych prób płakałam w przerwie instrumentalnej, choć na koncertach ani razu. Mój przekład „Czerwono-żółtych dni”.

Kochałam ją jeszcze przed wojną za muzyczne piękno i smutek, a pytania o los z biegiem lat brzmią dla mnie coraz mocniej. Bardzo lubię również interpretacje Coja wykonywane przez Ziemfirę. „Kukułka” po polsku.

To jedna z pierwszych piosenek Kino, które usłyszałam, i prawdopodobnie pierwsza, której nauczyłam się na gitarze. Odczytuję ją jako opowieść o człowieku postawionym wobec walki, który nie godzi się na zwycięstwo za wszelką cenę. „Grupa krwi” — polski przekład.

Dla wielu osób hymn pragnienia zmiany; dla mnie również wspomnienie szkolnej auli i pierwszego spotkania z Cojem. Zmiana może dotyczyć całego społeczeństwa, ale zaczynać się od człowieka. „Zmian!” po polsku.

Obrazy słońca, ziemi i powracającej wojny wykraczają poza jedną epokę. To dobry przykład symbolicznego języka, który szczególnie cenię w jego twórczości. Mój przekład.

Coj potrafi także pisać lekko, z czułością i humorem. Ta piosenka została ze mną od szkolnych lat i znalazła się później na mojej płycie. „Ósmoklasistka” po polsku.

Słyszę w niej napięcie między możliwościami, które człowiek w sobie nosi. Jej sens warto odkrywać samodzielnie, przyglądając się zestawianym obrazom. Polski przekład.

Czytana przeze mnie jako piosenka o przestrzeni potrzebnej do ruchu i własnego wyboru. Już tytuł potrafi stać się pytaniem do samej siebie. „Miejsce na krok naprzód”.

Tytuł przypomina mi o sprawczości i odpowiedzialności za to, co nastąpi. Warto posłuchać tej piosenki obok utworów bardziej melancholijnych. Mój polski przekład.

Wiktor Coj w Polsce — projekt „Coj po polsku”

Po przeprowadzce do Polski piosenki Coja pozostały ze mną. Około trzeciego roku mojego życia tutaj jechałam pociągiem do Bydgoszczy załatwiać kolejną kartę pobytu. Słuchałam Kino i niemal bezwiednie zaczęłam sprawdzać w głowie, jak te same słowa mogłyby zabrzmieć po polsku.

Anastazja z Mariupola w studiu nagraniowym, siedząca przy stanowisku realizatora dźwięku wśród współpracowników.
„Coj po polsku” od kulis — praca w studiu nagraniowym. Fot. Tatiana Safonova

Nie pamiętam, którą piosenkę przetłumaczyłam pierwszą. Wśród wczesnych przekładów konsultowanych z polonistką były „Когда-то ты был битником” i „Транквилизатор”. Nie weszły na płytę, ale wykonywałam je czasem jako koncertowy bonus.

Przekład nauczył mnie pokory. Uniwersalne symbole często można przenieść, natomiast szczegóły ubioru radzieckich bitników wymagały konsultacji i szukania polskich odpowiedników. Podobnie aluzja do „Mądremu biada” Gribojedowa: coś oczywistego dla odbiorcy znającego szkolną lekturę nie musi wybrzmieć w innym języku. Tłumaczka musi słyszeć również to, czego czytelnik może nie rozpoznać.

Z tych prób wyrósł projekt „Coj po polsku”: album, koncerty i spotkania wokół muzyki. W Toruniu powstał z mojej inicjatywy mural Coja, przy którym spotykają się ludzie z różnych miast, krajów i pokoleń. Śpiewamy, rozmawiamy, czasem po prostu jesteśmy razem.

Mural w Toruniu przedstawiający Wiktora Coja z mikrofonem, żółtym szalem i napisem „Coj żyje”.
„Coj żyje” — mural Wiktora Coja w Toruniu. Fot. Sandra Skopek

Obecność Coja w Polsce to także praca ludzi, którzy od lat łączą jego słuchaczy. Chcę tutaj szczególnie docenić Konrada Rączkę-Jeleńskiego, prowadzącego na Facebooku stronę „Wiktor Coj i grupa KINO” oraz grupę o tej samej nazwie. Rozwija wokół nich społeczność fanów, dzięki której zainteresowanie tą muzyką ma wspólną przestrzeń. Dla mnie to bardzo ważna część życia Coja w Polsce: obok płyt i koncertów potrzebujemy również miejsc, gdzie możemy się odnaleźć i podzielić tym, co nas porusza. Konrad współtworzył też toruńskie obchody urodzin Coja, między innymi przygotowując ich oprawę graficzną. Chcę podziękować mu za tę pracę, bo takie społeczności nie powstają i nie trwają same.

Dzieci i dorośli zgromadzeni na plenerowym wydarzeniu podczas otwarcia muralu Wiktora Coja w Toruniu.
Muzyka łączy pokolenia — publiczność podczas otwarcia muralu Wiktora Coja w Toruniu. Fot. Sandra Skopek

O pokojowym wymiarze twórczości Сoja chcę napisać szerzej osobno. Ważne są dla mnie również wspomnienia Joanny Stingray o koncercie w 1986 roku: Coj mówił wówczas o pokoju i przyjaźni z Amerykanami. Takie świadectwo warto pamiętać, gdy różne strony próbują zawłaszczyć artystę.

FAQ — pytania o Wiktora Coja

Jak zginął Wiktor Coj?

Zginął w zderzeniu samochodu z autobusem 15 sierpnia 1990 roku na Łotwie. Według ustaleń śledztwa prawdopodobnie zasnął za kierownicą.

Ile lat miał Coj, gdy zmarł?

Miał 28 lat. Urodził się 21 czerwca 1962 roku.

Jakiego pochodzenia był Coj?

Jego ojciec był Koreańczykiem, a matka Rosjanką. Coj urodził się i dorastał w Leningradzie, w Związku Radzieckim.

Co znaczy „Coj żyje”?

To wyraz obecności jego twórczości w kolejnych pokoleniach. Dla mnie oznacza również pamięć żyjącą w ludziach, którzy śpiewają jego piosenki.

Jakie są najbardziej znane piosenki Kino?

Do najbardziej rozpoznawalnych należą „Grupa krwi”, „Zmian!”, „Gwiazda o imieniu Słońce”, „Kukułka” i „Spokojna noc”. Warto od nich zacząć, a później posłuchać całych albumów.

Czy piosenki Coja są dostępne po polsku?

Tak. Moje polskie przekłady piosenek Coja można przeczytać na stronie i usłyszeć na albumie „Coj po polsku”. Nie jestem jednak jedyną osobą, która przybliża te teksty polskim odbiorcom. Warto poznać pracę ks. Mariusza Synaka, prawosławnego duchownego, który publikuje przekłady, wykonania oraz warsztaty translatorskie poświęcone Kino. Ryszard Chłopek udostępnia na portalu Literackie.pl swoje tłumaczenia, między innymi „Grupy krwi”, „Gwiazdy o imieniu Słońce” i „Paczki papierosów”. Autorski polski tekst „Kukułki” opublikował też na YouTube twórca występujący jako Ray Ramsay. To różne sposoby spotkania z Cojem w języku polskim: przekłady do czytania, wersje do śpiewania i rozmowy o samym tłumaczeniu. Cieszy mnie ta wielość głosów — każdy może otworzyć komuś kolejne drzwi do jego piosenek.
Anastazja z Mariupola – autorka bloga

O autorce

Anastazja z Mariupola

Wokalistka, autorka piosenek, pisarka i tłumaczka utworów Wiktora Coja na język polski. Twórczyni projektu „Coj po polsku”. Pochodzi z Mariupola, od 2015 roku mieszka w Polsce.

Chcesz spróbować zaśpiewać je samodzielnie? Zapisz się do mojego newslettera i odbierz darmowy śpiewnik „Coj po polsku”.

Możesz też posłuchać albumu oraz zajrzeć na stronę koncertów i współpracy.