Spis treści
TogglePiosenki zespołu Kino powstawały w ostatniej dekadzie Związku Radzieckiego, między innymi w czasie wojny w Afganistanie. Dziś słucham ich jako Ukrainka z Mariupola, artystka i tłumaczka — i odnajduję w nich słowa dla doświadczeń, których Wiktor Coj nie mógł znać. Nie dlatego, że przewidział naszą przyszłość. Potrafił opowiedzieć o człowieku, który chce żyć, kochać i zachować wolność, ale musi odpowiedzieć na wydarzenia, których sam nie wybrał.
Dla mnie właśnie w tym tkwi pacyfistyczne przesłanie jego tekstów. Bohater nie pragnie wojny. Wojna przychodzi do niego, a on próbuje ocalić siebie — również w znaczeniu moralnym.
Zespół Kino w kilku zdaniach
Kino to jeden z najważniejszych zespołów radzieckiego rocka. Jego wokalistą i autorem tekstów był Wiktor Coj, którego piosenki do dziś poznają kolejne pokolenia słuchaczy. Prostota języka spotyka się w nich z głębią symboli: gwiazda, noc, droga, ogień czy dom mogą znaczyć więcej, niż początkowo słyszymy.
O biografii muzyka opowiadam szerzej we wpisie „Kim był Wiktor Coj?”. Tutaj chcę przyjrzeć się temu, co jego utwory mówią mi o wojnie, odpowiedzialności i osobistym wyborze.
Nie proponuję jednej obowiązującej interpretacji. Opowiadam, jak czytam Coja dzisiaj.
Coj nie pisał manifestów
„Grupa krwi” — bez zwycięstwa za wszelką cenę
Bohater „Grupy krwi” chciałby zostać z bliską osobą. Zwyczajnie być razem. Jednak wysoko na niebie świeci gwiazda, która wzywa go w drogę.
Odczytuję ją jako symbol losu albo wezwania, na które trzeba odpowiedzieć. Bohater nie wymyślił sobie wojny jako atrakcyjnej przygody. Musi skonfrontować się z rzeczywistością, choć pragnie czegoś zupełnie innego.
Najważniejsze jest dla mnie jego zastrzeżenie:
«Не хочу победы любой ценой».
Nie chce zwycięstwa za wszelką cenę. Nie chce upokarzać drugiego człowieka ani budować własnego triumfu na jego cierpieniu.
To nie oznacza dla mnie rezygnacji z obrony. Na co dzień staram się podczas sprzątania nie zabić nawet pająka. Nie chcę nikogo krzywdzić. Gdyby jednak ktoś zagroził mojemu dziecku albo bliskim, broniłabym ich. Widzę zasadniczą różnicę między powstrzymaniem napastnika a świadomym krzywdzeniem bezbronnych ludzi.
Nie chciałabym zwycięstwa okupionego zabijaniem cywilów czy dzieci przeciwnika. Właśnie tak rozumiem granicę wyrażoną w tej piosence: można zostać zmuszonym do walki i nadal nie zgadzać się na wszystko, co bywa usprawiedliwiane słowem „zwycięstwo”.
To moje odczytanie bohatera „Grupy krwi”, bliskie mi szczególnie dziś.
„Wojna” — między ziemią a niebem
„Война” zawiera wyraźny obraz wojskowy: człowieka, który jako jedyny ocalał z pułku. Jednak wiele innych obrazów prowadzi mnie w stronę pytań egzystencjalnych.
Kto naprawdę może być pewien jutra? Co dzieje się z człowiekiem przekonanym, że zna przyszłość i całkowicie kontroluje własny los?
Słyszę tu konfrontację indywidualnej woli z procesami, które od niej nie zależą. Możemy planować, pragnąć i podejmować decyzje, ale świat nie zobowiązał się realizować naszych planów. Wojna jest jednym z najbardziej okrutnych przejawów tej prawdy.
W piosence pojawiają się również drzwi, zamek, klucz, ściana i ramię, pod którym ta ściana zadrży. Rozumiem te obrazy jako różne role w wydarzeniach większych od pojedynczego człowieka. Nie wybieramy wszystkich okoliczności. Pozostaje jednak pytanie: jaką rolę przyjmiemy? Co będziemy podtrzymywać, a czemu spróbujemy się przeciwstawić?
Mam z tym utworem osobistą historię. Przetłumaczyłam go, wykonywałam i rozważałam nagranie na album „Coj po polsku”. W trakcie pracy nad płytą rozpoczęła się pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę.
Wtedy odechciało mi się śpiewać właśnie tę piosenkę.
Inne utwory na albumie także dotykają wojny. Mimo to nie chciałam, żeby na liście nagrań znalazł się sam tytuł „Wojna”. Trudno mi to logicznie wytłumaczyć. Wykluczenie go było moim małym, osobistym aktem sprzeciwu. Nie mogłam zatrzymać wojny, ale mogłam odmówić jej tego miejsca na własnej płycie.
„Gwiazda o imieniu Słońce” i „Kukułka” — rozpacz oraz wybór
„Gwiazda o imieniu Słońce” jest dla mnie bardzo smutną piosenką. Obraz wojny trwającej od dwóch tysięcy lat niesie poczucie beznadziei: ludzie przychodzą i odchodzą, a przemoc powraca.
Jednak ostatnia zwrotka pozostawia miejsce dla człowieka, który potrafi sięgnąć gwiazd, nie uznając tego za sen. Może zginąć, ale wcześniej dokonuje własnego wyboru. Nie oddaje całego siebie pozornie nieuchronnemu porządkowi świata.
To dla mnie istotna myśl: nie mamy gwarancji ocalenia, a mimo to nasze decyzje mają znaczenie.
W „Kukułce” również słyszę beznadzieję, ale razem z nią — determinację. Dłoń zaciska się w pięść, pojawia się żądanie ognia. Bohater chce odpowiedzi, możliwości działania, dalszego życia.
Powtarzane „вот так” brzmi dla mnie niemal jak „niech tak będzie”, jak osobiste „amen”. Słyszę w nim potwierdzenie własnego pragnienia: oto jestem i nadal czegoś pragnę. To moja interpretacja, nie wyjaśnienie pozostawione przez autora.
Podobnie zmieniła się dla mnie „Spokojna noc”. Po wydarzeniach 2014 roku, a później po oblężeniu Mariupola i śmierci mojego taty w 2022 roku, życzenie spokojnego snu nabrało bolesnej głębi. Choć w tekście nie pada słowo „wojna”, ja słyszę w nim niepokój człowieka, który wie, że noc nie wszystkim przyniesie bezpieczeństwo.
„Zmian!” — od osobistego lęku do Białorusi
„Zmian!” rozumiem jako piosenkę o zmianach osobistych, społecznych i politycznych jednocześnie. Ich podstawą jest człowiek: jego pragnienie oraz strach.
Boimy się coś zmienić, nawet kiedy obecne życie nas uwiera. Mamy przecież herbatę, kuchnię, znajome rytuały. Jest źle, ale wiadomo, jak jest. Nie wiadomo natomiast, co przyjdzie później.
W 2020 roku piosenka stała się jednym z symboli białoruskiego protestu. 6 sierpnia w Mińsku dwaj realizatorzy dźwięku, Kirył Hałanau i Uładzisłau Sakałouski, puścili ją podczas oficjalnego wydarzenia w Kijowskim Skwerze. Zostali zatrzymani i zaczęto nazywać ich „Didżejami Zmian”.
Dla mnie Białoruś miała dodatkowe, osobiste znaczenie. W 2015 roku rozważałam przeprowadzkę właśnie tam. Mój pradziad był Białorusinem, miałam dokumenty potwierdzające pochodzenie i liczyłam, że ułatwi mi to rozpoczęcie nowego życia. Mąż przekonał mnie jednak, żebym najpierw odwiedziła go w Polsce. Przyjechałam, spodobało mi się i zostałam.
Kiedy obserwowałam wydarzenia 2020 roku, myślałam, jak wiele w naszym życiu zależało od tamtej decyzji.
Na koncertach przed „Zmian!” pytałam, czy są na sali osoby z Białorusi. Zazwyczaj były.
Dedykowałam wykonanie im i ich krajowi.
A podczas dłuższej końcówki instrumentalnej czasem robiłam… pompki, w rytmie muzyki. Potem mówiłam, że na dobre zmiany trzeba zapracować. Jakieś zmiany nadejdą zawsze. Nasz wysiłek może wpłynąć na to, czy będą to zmiany, których pragniemy.
„Zmian!” — Anastazja z Mariupola, koncert z trasy „Coj po polsku”, Over the Under w Bydgoszczy, październik 2024. Polski przekład, wspólny z publicznością refren po rosyjsku i energia koncertu na żywo. Nagranie: Przemysław Zelek.
Spór o Coja — kto ma prawo do jego piosenek?
22 lutego 2023 roku „Grupę krwi” wykonano na prokremlowskim koncercie na moskiewskich Łużnikach. Artiemij Troicki skrytykował wykorzystanie piosenki w takim kontekście, wskazując na antywojenne nastawienie jej autora.
Takie zawłaszczenie budzi mój sprzeciw. Umieszczenie utworu w propagandowej oprawie nie dowodzi, że jego twórca podzielał przesłanie organizatorów.
Warto przy tym usłyszeć również samych muzyków reaktywowanego Kino, którzy grają na żywo z zachowanym głosem Coja. 10 marca 2022 roku, dwa tygodnie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, zespół opublikował nową wersję „Безъядерной зоны” — piosenki, której tytuł oznacza „Strefę bezatomową”. W towarzyszącym jej wideo zniszczony dom stopniowo odzyskuje życie, a szary krajobraz staje się żółtym polem pod błękitnym niebem. Dla mnie te kolory i obraz odbudowy jednoznacznie przywołują Ukrainę. Aleksandr Coj, syn Wiktora i producent zespołu, powiedział później, że tym wideo wyrazili swój stosunek do tego, co się działo. To ważny głos w sporze o tę muzykę: słowa Coja mogą służyć przypominaniu o prawie do bezpiecznego domu i życia w pokoju.
Kino — „Я объявляю свой дом” („Strefa bezatomowa”), wideo opublikowane 10 marca 2022 roku
Promując koncerty, otrzymywałam od Ukraińców komentarze zarzucające mi przynoszenie rosyjskiej propagandy do Europy. Rozumiem ból ludzi, dla których język rosyjski i rosyjska kultura połączyły się z doświadczeniem przemocy. Nikt nie ma obowiązku słuchać tej muzyki.
Nie chcę jednak oddawać propagandzie prawa do rozstrzygania, kim był Coj i co znaczą jego teksty. Chcę wracać do słów konkretnego człowieka.
Nie potrafię też oceniać każdej osoby wyłącznie według narodowości. Chcę patrzeć na jej czyny, odpowiedzialność i stosunek do innych. Można jednoznacznie potępiać rosyjską agresję i jednocześnie zachować zdolność rozróżniania ludzi.
Sprawdź także moją książkę, to powieść psychologiczna o emigracji, pamięci i tożsamości.
Dlaczego śpiewam Coja po polsku
Przekład pozwala polskiemu słuchaczowi usłyszeć treść, która wcześniej mogła pozostawać ukryta za obcym językiem. Niektórzy odbiorcy dzięki moim wykonaniom po raz pierwszy zrozumieli te piosenki albo odkryli, że wcześniej rozumieli je inaczej.
Nie mogę udowodnić, co autor miał na myśli w każdym wersie. Mogę jednak przybliżyć jego słowa i pokazać własne odczytanie — tak, żeby słuchacz mógł również wyrobić sobie zdanie.

Dlatego „Coj po polsku” ma dla mnie sens właśnie teraz. W tej muzyce odnajduję człowieka, który nie pragnie wrogów, chce zostać z ukochaną osobą i odmawia zwycięstwa za wszelką cenę.
Chciałabym, żebyśmy umieli usłyszeć ten głos także pośród dzisiejszego hałasu.
Szukasz tłumacza rosyjskiego lub ukraińskiego? Zapraszam do kontaktu!
FAQ - najczęstsze pytania
Jeśli chcesz poznać te utwory bliżej, zajrzyj do projektu „Coj po polsku”. Znajdziesz tam polskie przekłady i nagrania. Możesz również zapisać się do mojego newslettera i otrzymać bezpłatny śpiewnik — żeby samodzielnie wracać do piosenek i odkrywać w nich własne znaczenia.

O autorce
Anastazja z Mariupola
Wokalistka, autorka piosenek, pisarka i tłumaczka utworów Wiktora Coja na język polski. Twórczyni projektu „Coj po polsku”. Pochodzi z Mariupola, od 2015 roku mieszka w Polsce.
